Chyba oni jednak w tej Korei to nie potrafią liczyć. Podjazd taki, że już nie ma na co wrzucać, łahu rzadko poniżej 15% pokazuje, a znak w żywe oczy dziesięć procent kłamie. Ani jeden nie pokaże więcej, przez całe 600 kilometrów. Nic dziwnego, że matematyków z Polski zapraszają.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Wizyt też dziesięć. Trochę nie mogę się ich doliczyć, dziesięć lub więcej. Za bycie aptekarzem medalu nie dostanę, tak jak za moją jazdę pucharków. Na utrzymanie naładowania w elektronice wystarcza, ale pewnie dlatego, że dynamo dobre. Załóżmy zatem, bez straty ogólności, że ta wizyta jest właśnie dziesiąta.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Gdybym miał sam decydować, to w tym terminie do Korei nigdy. Nie, co to, to nie. Masakra jakaś. Pobudki mi słońce robi gdzieś o czwartej czydzieści. Ale nie tak, że zagląda w okno, czy coś. Po pierwsze, to okna nigdy nie ma, bo spanie jest w wiatach drewnianych, albo w hamaczku. Po drugie, to nie ono mnie budzi, tylko ludność lokalna to robi, która cierpi na bezsenność wywołaną miłością do uprawy ryżu i innej jadalnej roślinności. Albo wstrętem do tyry w polu w samo południe. 

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Ja też już wstręt do słońca mam. Po porannych zmaganiach ze wstaniem, ogarnięciem śniadania, pakowaniu i kilku godzinkach jazdy zalegam przy drodze, byle w cieniu. Walczę na początku trochę z pragnieniem, a potem już z niczym nie walczę, bo śpię. Dobrze, że to bezpieczny kraj, bo alfy, zajsy, hanty, apidury i inne leżą bez żadnej opieki. Druga pobudka jest zazwyczaj gorsza niż pierwsza. Otwieram oczy popluty i przylepiony do ciuchów. Pierwszego dnia jest spoko, ale piątego to nawet merino zaczyna wykazywać dziwną sztywność. Ale jest ciepło, są góry, wyjazd jest krótki, więc drugiego kompletu nie ma i nie będzie. Jest ultra na drzemkach. Za to wieczorem jazda jest znośna, choć na pewno nie lekka. Oprócz kręcenia, oczywiście podziwianie, focenie i poszukiwanie sklepów z mrożoną kawą. Najlepiej w rozmiarze Big. Kawa jest w woreczkach, lód jest w plastikowych kubeczkach. Wyduszam z niego wszystko co się da popijając z niego również Hite. A potem ruszam przed siebie rozglądając się za kolejną wiatą, albo drzewkami na hamak.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Lecą tak po sobie Soegnisan, Woraksan, Taebaeksan. W tygodniu drogi są puste, w weekend puste nie są. Niewidzialna ręka wolnego rynku działa jak czarodziejska różdżka i zamienia ospałe posezonowe miasteczka w tętniące miłośnikami outdooru kurorty. Miłośnicy outdooru jeżdżą automatami i zasadniczo nie potrafią hamować, ani też używać migaczy. Taką mają właśnie przypadłość, więc lepiej sobie w weekend posiedzieć gdzieś w głuszy, jeśli tylko itinerary podróży na to pozwala. Mnie nie pozwala, bo 10 tysięcy up muszę zrobić, żeby wrócić do Daejeon przed konferencją, nadrabiając najlepiej jeden dzień, który pozwoli na ogarnięcie slajdów do wykładu.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Schemat dnia co dzień ten sam, ale okoliczności przyrody zaskakująco różne. Nie ma nudy, nie ma końca przygodzie. Jest prawdziwa podróż przez nowe. Nie jest łatwo ale wszystko się zgrywa, jak należy.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

ps. Dobrzy ludzie z Lesovika użyczyli mi na wyjazd hamaka. Spodobał mi się bardzo i następnym razem jadę już z kupionym od nich.

Destination Lycra