W głowie szumi wino, a w uszach płynie jazz. Coltrane to gigant. Podprogowo szumią silniki A350. Jeszcze 8 godzin lotu przede mną na miejscu 30K. Dobry czas na robotę w głowie. Palce rytmicznie odnajdują klawisze.

Rozliczam pętle wokół Ziemi Kłodzkiej. Pierwszy przejazd jakby za mną, ale ściemniany. Dwa razy do przełęczy Woliborskiej. Kolizyjnie, w dwóch przeciwnych kierunkach, więc pętli nie ma, nie liczy się. Uczciwym trzeba być.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Wrócę tam szybko, uzbrojony w doświadczenie, na lekko. Minimum wyposażenia i ogień. Szybko, po powrocie, najlepiej jeszcze w lipcu, jeśli pogoda dopisze. Dni długie, ochoty nadmiar. Jak jeździć, to jeździć, a jak nie, to też nie. Solo, bez owijania w bawełnę i towarzyskich dupochronów.

Może się uda na raz, może na półtora. Jeśli nie będzie gorąco jak ostatnio. Żar z nieba na przelocie zgodnie z zegarem był gorszy niż śnieg podczas jazdy pod prąd. Dość mam żaru z nieba. Powietrze stoi, człowiek siedzi, pot się leje, a pies leży, jakby zdechł. Żar w Polsce, żar w Korei. Klimat nas wkrótce zabije. Właśnie się do tego istotnie dokładam. Kurwa.

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra

 

Destination Lycra