– Łukasz, co oznacza cruz po hiszpańsku?

– Krzyż.

Mogłem się domyśleć.

Destination Lycra

Wiosenny wyjazd kolarski na Kanary. Trend taki. Tydzień bez zobowiązań, mejli, telefonów, dedlajnów, faktur, klientów, studentów, przełożonych, podwładnych i tym podobnych. My, rowery, góry, słońce. Fuck, yeah!

Pierwszy z nas spędził zimę na wirtualnej wyspie. Będzie atakować każdy podjazd i poprawiać na płaskim. Może się wyskacze się w dwa dni i będzie spokój. Drugi przez zimę nie robił prawie nic. No, to poniesie go entuzjazm, świeżość i głód jazdy, pewnie nawet bardziej niż nogi, ale przeginać generalnie chyba nie będzie. Ja będę pewnie cierpiał. Nie jeździłem mało, nie jeździłem dużo. Ani wytrenowany, ani świeży.

Destination Lycra

Destination Lycra

Poranki są typowe. Nastawiamy się na wczesne wstawanie, ale wychodzi nam to rozmaicie. Zasadniczo z każdym dniem wstajemy później. Pierwsza godzina jazdy jest ciężka. 50 metrów od apartamentu zaczyna się podjazd, który ciągnie się przynajmniej przez pół dnia. Nogi się rozkręcają powoli. Dziwne się jedzie pod górę, kiedy organizm jeszcze drzemie. Gdy już się obudzimy, robimy przerwę na kawę, żeby się obudzić. Jeśli jest ciepło, to cafe solo, jeśli zimno, cortado. Rano prawie zawsze cortado. Północna część wyspy jest zdecydowanie cortado.

Wszystkie drogi prowadzą na Cruz de Tejeda. Albo ją podjeżdżasz na trzy sposoby, albo do niej zjeżdżasz na jeden. Można też podchodzić. Prawdziwe centrum rowerowego świata, esencja wyspy. Byliśmy tam przemoczeni, zziębnięci, ugotowani, głodni, spragnieni. Każda z dróg do Cruz de Tejeda ma coś do zaoferowania, każde warunki na  Cruz de Tejeda są dobre. Lubię to miejsce.

Destination Lycra

Wyspa jest z secondhand-u – wyblakła, wymięta, szorstka, niedopasowana, zniszczona i zużyta. Do tego słońce, wiatr, ocean, deszcz, mgła. Wszystkiego zbyt wiele, zbyt mało, albo naraz. Umieram z gorąca, a za moment z zimna. Wyspa denerwuje mnie, a potem uspokaja, zaprasza do siebie tylko po to, żeby obrazić. Nie uznaje kompromisów. To nie jest łatwa znajomość. A może to tylko mój stan ducha i reakcja na wysiłek?

Każdego dnia role się zamienią. Każdego kolejnego dnia jeden z nas zadaje ból dwóm pozostałym, bo akurat noga mu podaje. Wieczorami okłamujemy się ile metrów podjechaliśmy, ale to wszystko prawda, nawet jeśli to kłamstwo. Rozum mówi co innego, ale nogi nie oszukują – jeździmy tylko w górę. Nigdy tyle nie przepychałem jak tam. Dziękuję niebiosom za kompakt, ale chciałbym mieć rower z 32 z tyłu. Kolarstwo jest straszne. Piękne, ale straszne.

Destination Lycra

Destination Lycra

Mógłbym przesiadywać całe dnie w tutejszych barach.  Stać się stałym bywalcem, nabrać lokalnego kolorytu. Nie jeździć, tylko wdawać się w przyjacielskie pogawędki z innymi przy barem. Sączyć piwko, albo kawkę. Byłoby fajnie.

Destination Lycra

Destination Lycra

A w Artenarze jest knajpa, quasi-rowerowa. Nie dostaliśmy w niej tego co zamówiliśmy. Rachunek nie był na to co zamówiliśmy, ani na to co zjedliśmy, a do tego dostaliśmy go chyba z łaski. No i zapłaciliśmy zupełnie inną kwotę niż na rachunku. Przedziwny sposób prowadzenia biznesu.

Chyba mam PTSD. Gdzieś w mózgu nastąpiło spięcie i Gran Canaria stała się Teneryfą.

Destination Lycra

Destination Lycra