Święta Wielkanocne. Bez rodziny, na rowerze, w górach. Przesiąknąłem corocznymi podróżami służbowymi w tym okresie i tradycyjna opcja nie jest już opcją. Na rodzinę mam swój czas, na rower też mam. Czasami obie trajektorie życia są kolizyjne, ale najczęściej nie. Realizowanie własnych małych marzeń, projektów, pomysłów to podstawa równowagi rodzinnego wszechświata.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Ten projekt się zaczyna. Bikepackingowo po górach okalających Ziemię Kłodzką. To jeden z moich ulubionych rejonów kraju, runda jest wyjątkowo naturalna i prowadzi cięgiem przez łagodne góry środkowych Sudetów. Stołowe, Bystrzyckie, Masyw Śnieżnika, Bialskie, Złote, Bardzkie, Sowie. Z możliwościami dodatkowych wyskoków w bok. Lekko na mtb albo na szutrówce. Idea tkwiąca w głowie, zarysowana na mapie, powoływana do życia.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Te góry to nie Alpy, Hilmalaje, czy inne Andy. Nie o geomorfologię tu chodzi, ale o klimat. Niesamowity spokój i uczucie zawieszenia w czasie. To właśnie Ziemia Kłodzka ma dla mnie w ofercie. Zjeżdżam wieczorem do zadymionej opalanej węglem Nowej Rudy, której zapach przenosi mnie o ponad 30 lat wstecz do Kudowy Zdroju, do czasu mojej pierwszej wizyty w okolicy. Ożywają wspomnienia mieszkającej na Zakrzu cioci Kasi, u której nocowaliśmy i wysłuchiwaliśmy opowieści o zsyłce na Sybir i życiu w powojennej kotlinie. Ciocia witała nas ciastem i herbatą z sokiem z malin uzbieranych pod granicą, spaliśmy pod wykrochmalonymi w przyfabrycznej pralni kołdrami, myliśmy się w miskach za kotarą w kuchni, a do współdzielonej toalety szło się przez zimny korytarz. Retro nostalgia.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Przejechałem ledwo połowę wstępnej trasy, co w praktyce oznacza mniej niż ćwiartkę tego, co powinienem, żeby rundę zaplanować. Nierowerowe sprawy skróciły mój rekonesans z czterech dni do dwóch. Powalone drzewa i śnieg na Śnieżniku zniwelowały moje tempo do żółwiego. Przygody miałem za to pod sufit. Spałem w schronisku i w hamaku. Jechałem przez szutry, szlaki i single. Swojego Bombtracka pchałem godzinami po śniegu i przenosiłem przez wiatrołomy. Nie mogę doczekać się się powrotu.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra