Kurwa fix, zamawiam kiełbasę morawską i jajecznicę! I trzy rogaliki! Zdycham z głodu. Dziwisz się? Po ósmej już, czyli ze cztery godziny na nogach bez śniadania. Ile tego podjazdu jeszcze zostało na Paprsek? Cztery, chyba, no jakoś tak. Ujdzie w tym lesie, chłodno. Napić się można do oporu, strumień jest. Ciągle nie mogę zapomnieć tego jak mi się pić chciało tej nocy pod Lucznym. Teraz to bardziej bym się chyba umył. Strasznie się wczoraj zapociłem na podjeździe od Hornej Lipki i tym późniejszym wypychu. Prysznic mi się marzył, w schronisku, ale spanko na szczycie to był jednak dobry pomysł.

 

Wstawanie to przez księżyc. Spać zupełnie nie mogłem. Takiego księżyca dawno nie widziałem, takiego jasnego. Pierwsza pobudka, ja wiem, może po pierwszej było, a ja myślę sobie, że to już słońce i trzeba się zwijać. Z płachty się wyplątuję i śpiwora, komórki szukam i sprawdzam, a tu noc i spać jeszcze trzeba. Dziwne to było. Ale fajnie Stronie w dole się świeciło, widziałeś sam. Sztos, cała kotlina jak na dłoni. Tak i Bystrzyca też. Orlickie i Bystrzyckie pięknie było widać, tak blisko. Gdyby nie ta ekipa, co przyszła w nocy, zasnąłbym nawet porządnie. Dziwisz się, że się dziwisz? Taki szczyt, wycieczkowy no. Dodatkowo weekend robi swoje. Oni, o Czechach mówię, chyba mają jakiś taki weekendowy pęd do natury, czy coś. Czwartek i piątek luz był, a wczoraj co chwila ktoś z rowerem. To samo co w Paprsku, czy w Wielkiej Morawie. Lepiej byłoby chyba spać niżej, tam po czeskiej stronie, gdzie ruiny tej dawnej budy. Nie wiem, ze cztery namioty tam były, ale na pewno nie wiało tak jak na górze, więc może w sumie lepsze miejsce na spanie. I chyba do wody bliżej. Aaa, ten pramen na zejściu to dobra rzecz. Wprawdzie w Preissnitz, byłem bardziej spragniony, ale tam w normalnych godzinach dałoby się też coś kupić w potrawinach, a na Śnieżniku gorzej, nie? Ha ha, potencjalnie tak, ale trzeba by znać te ich normalne godziny. Nie, ja tego zupełnie nie ogarniam, tego jak te sklepy tutaj są czynne. Dobrze, że tutaj śniadanie bez kłopotu, już zaraz będziemy. Dawaj rower na wieszak – proszą, żeby nie wstawiać ich na taras. Siadamy w cieniu, co?

Powiem ci, że parę razy już na Śnieżniku byłem, ale ani razu pogoda nie dopisała. Może nigdy nie lało, ale zawsze jakaś mgła przynajmniej. Ciesz się, że nie musiałeś rano gonić z rowerem na dół w deszczu po kamiorach. Wiele wskazywało na to, że tak się nocowanie skończy. Łoo, no wyglądało, że jebnie i to srogo, szczególnie wieczorem, a tu piękny zachód i wschód. Magia. Jebnie jeszcze zobaczysz, na Pradziadzie. Trudno się mówi, zawiniemy się ekspresem asfaltem do Vrbna i po krzyku. Odpadnie przynajmniej jeden duży i wątpliwy spacer z rowerem. I to byłaby jakaś zaleta nawet. Ten wypych na czerwonym, na E3, to było jeszcze spoko, ale ta cyklotrasa na Serak? Wpierdol dosyć. Pięć kaemów spacerkiem, taka dosyć szczególna rozrywka. Chciałeś przygodową trasę, to masz. Mi to pasuje, ale wyobrażam sobie wycieczkę rodzinną na tą cyklotraskę, to byłaby niezła akcja. Ej, poprawka, z polską rodziną. Coś mi się zdaje, że Czesi wzięliby to na miękko. A tak, zgoda. Pod tym względem to są na jakimś innym levelu. Kiedyś do Mostów koło Jabłonkowa na bieżki pojechaliśmy z żoną. Oczywiście nastawieni sportowo. Kije, narty itp. wszystko takie lepsze, bez sensu w sumie, bo tam raczej turystyczny teren. Sobota była, więc tych Czechów na nartach masa, najczęściej jakieś wielopokoleniowe wycieczki, a oni widać, że w sumie to wywalone mają na te sprzęty, odbicie i całe to zapierdalanie pod górkę. Totalny chill. A najlepsi byli tacy dwaj goście, po których z daleka było widać, że są na niezłej bombie. Nogi im się strasznie plątały, narta w każdą stronę szła. Gdyby nie kijki, to chyba nie byliby się w stanie poruszać do przodu, a piersióweczka z czymś mocniejszym co chwilę wędrowała z kieszeni do ust to jednego, to drugiego. Oczywiście w humorach doskonałych. Mijamy ich, tak sprawnie dość idąc pod górkę, bo narty nam dobrze trzymały, i wtedy jeden z nich patrząc na nas mówi wesoło do tego drugiego: Oni są namazani, … a my są najebani. No i jak tu Czechów nie lubić? Pójdę zamówić to śniadanie.