To po co ja to wszystko robię, co? Po jaką cholerę pcham się w koreańskie nieznane, do tego solo? No, właśnie. Mogłem spędzić kolejny przyjemny, pracowity i finansowo korzystny tydzień w Daejeon. Hotelowe śniadanko, kimchi included, potem trzy godzinki pracy w Starbucksie, oczekując na Dong-O, lunch i dalej wspólna praca. Wieczorem jakieś dobre jedzonko, może coś tajskiego, a może koreańskiego. Potem kawa/piwo i moczenie nóg w gorących żródłach w miejskim parku. Dong-O jest świetnym hostem, matematykę na półwyspie zawsze robi mi się dobrze, a koreańską kuchnię uwielbiam. Ale nie. Zamieniłem komfortowy apartament z wanną wielkości małego basenu na luźno zarysowaną perspektywę spania bez namiotu w najlepszym razie w miejskim parku. Sprawdzone restauracje, na przypadkowe convenience stores. Towarzystwo na samotność. Poczucie bezpieczeństwa na stres.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Nadchodził tajfun i miało padać. Padać po azjatycku. Wprawdzie daleko mi było do południowego krańca półwyspu, gdzie miało być najgorzej, ale tajfunu nie oszukasz. Taka wiedza nie poprawia człowiekowi samopoczucia. Jechałem jak skazany na ścięcie, które miało nastąpić gdzieś w okolicach Seonyudo. Towarzyszyły mi słońce, rzeka Geum i dobre widoki, ale nie czerpałem z tej jazdy przyjemności. Odliczałem kolejne kilometry i zmuszałem się do robienia zdjęć. Lubie robić zdjęcia, ale muszę mieć na to ochotę. Próbowałem odnaleźć rytm i cel tej wyprawy, a tak na prawdę cały czas tęskniłem za domem. To był główny problem.

Ta wizyta była inna od poprzednich. Tęskniłem zawsze, ale wcześniej potrafiłem jakoś w smutku i tęsknocie się odnaleźć, wykorzystać osamotnienie do twórczej pracy. Prawdę powiedziawszy, potrzebuję samotności dla zrównoważenia rodzinnej codzienności. Ten rok był jednak pod pewnymi względami paskudny i zaplanowany dużo wcześniej wyjazd służbowy do Korei stracił swoje atuty, nawet po uwzględnieniu paru wolnych rowerowych dni. Nie miałem ochoty opuszczać rodziny na trzy tygodnie. Tyle, że takich wyjazdów odwołać się nie da.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Na Seonyudo pogoda się posuła, tak jak miała. Około 1 w nocy zaczęła się porządna zlewa. Dobrze, że na plaży była muszla koncertowa, więc nie zlało mnie jakoś istotnie ponadto co zaciął porywisty wiatr. Miało padać przynajmniej dwa dni. To by było na tyle, jeśli chodzi o zwiedzanie wysepek. Liczyłem po cichu na dobre foty. Lipa. Rankiem spakowałem wszystko co się dało do foliowych toreb i drybag-ów, zjadłem ryż z mlekiem czekoladowym i ruszyłem na stały ląd.

Początkowo nie było źle, przelot przez Byeonsanbando był całkiem przyjemny. Żal mi było oczywiście pogody, bo okolica robiła wrażenie świetnej. Zderzenie gór i morza, jedyny taki park narodowy w Korei. Gdy go minąłem, niebiosa się otworzyły i poczułem się jak w wodnym świecie. Na początku lało, potem lało, a na koniec też lało. Cały dzień lało, pomijając krótki poranny epizod normalnego deszczu. Pogoda kolejnego dnia zapowiadała się na identyczną. Dramat, bo o ile jazda w deszczu mi jakoś bardzo nie przeszkadza, to jednak przelot przez Jirisan przy takiej pogodzie byłby po prostu zbrodnią – jest tam zbyt pięknie, żeby pchać się w deszczu. Postanowiłem przejechać więcej niż planowałem i założyć obóz w mieście miłości u podnóża Jiri, w Namwon. 24-godzinny kibel w parku jakoś mi nie uśmiechał, tym bardziej, że dostałem ponaglenie napisania recenzji, więc zarezerwowałem sobie nocleg w hotelu, dosyć queerowym – samochody, żywe króliki, dwumetrowe pluszaki, 7eleven w lobby itp. Najważniejsza była suszarka (mokre ciuchy) oraz biurko (zaległa recenzja). Zrobiłem dzień przerwy na pracę, wieczorno-nocną włóczęgę po miasteczku. I na napychanie żołądka, okazało się bowiem, że na koreańskiej wsi ze sklepami bywa czasem słabo i zrobiłem chyba w sumie ze 150 mokrych kaemów na tym porannym ryżu z mlekiem zanim zbombiony zjechałem do Namwon.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Jak się martwisz o rzeczy podstawowe, miejsce do spania, czy jedzenie, to przestajesz się się przejmować innymi. Ciężka przeprawa poprzedniego dnia sprawiła, że moje nastawienie do podróży zaczęło się zmieniać. Deszcz spłukał ze mnie nadmiar wątpliwości, poczucia osamotnienia i tęsknoty. Napęd rzęził ale ja złapałem wyprawowy rytm i poczułem się dobrze. A może po prostu jestem meteopatą i wszystko to sprawiło przebijające się trzeciego poranka słońce? Kto wie? Tak, czy siak, w Jiri ruszyłem w zupełnie innym humorze, bardziej przystającym do cudownego górskiego krajobrazu.

Nogę miałem wypoczętą i dobrze, bo na pierwszym podjeździe, a był to podjazd jakich mało,  złapał mnie amatorski wyścig. W watach na kilogram z koreańczykami nie miałem wielkich szans, ale pokazałem ułańską fantazję i wpadłem na metę upalony jak rzadko, gdzieś w połowie stawki. Mina kibiców widzących moje apidury – bezcenna. Na szczęście był to uphill, bo na zjazdach mogłoby z całym moim dobytkiem być różnie. Zrobiłem przerwę, wypiłem colę, pogadałem z expatem z Niemiec i pojechałem dalej. Resztę Jirisan przemierzyłem spokojnie mijając od czasu do czasu grupki koreańskich amatorów kolarstwa dosiadających swoich high end-owych rowerów.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Z Jirisan kierowałem się mniej więcej na północ. Planując trasę myślałem głównie o górskich parkach narodowych. Deogyusan był kolejnym na mojej pętli.  W przeciwieństwie do Jirisan, w którym już byłem podczas jednej z moich kilkunastu wizyt w Korei, tego parku nie znałem. Zacisnąłem zęby i pokonałem tak wiele kielometrów, żeby noc spędzić gdzieś u podnóża Deaogyusan. Po drodze przejeżdżałem przez klimatyczne koreańskie wioski, od czasu do czasu zaczepiany przez ciekawych mojej wyprawy Koreańczyków. Najczęściej byli to starsi ludzie, którzy odrobinę angielskiego złapali przy okazji służby wojskowej, czy kontaktach z amerykańską armią. Młodsi nie mają czasu na takie pogaduchy. W Korei życie toczy się na niesamowitych obrotach, konkurencja nie śpi.

Miejsce noclegowe, jakie mi się znalazło, było dobre. Przy wjeździe do parku był spory parking, a przy parkingu budynki z jakimś małym sklepikiem i toaletami. Miałem dach nad głową, kontakty do ładowania elektroniki i wodę do namiastki kąpieli. Nikt mnie nie niepokoił i spałoby mi się wyśmienicie, gdyby nie odrobinę zbyt niska temperatura. Nie było jednak aż tak źle jak rok temu pod Fuji (wpis tutaj), więc nie narzekam. Wcześnie rano obudziły mnie trzy starsze panie, które przyjechały zadbać o czystość miejsca. Dosyć były zdziwione moją obecnością. Zawinąłem się zatem szybko ze spaniem, zjadłem kolejny ryż z mlekiem i ruszyłem na kręte drogi Deogyusan. Powietrze było rześkie, a niebo błękitne. Tajfun sobie poszedł.

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Jakieś 3/4 Korei jest pokryte górami. Nie pagórkami, tylko górami. Pełno tam stromych podjazdów, szybkich i krętych zjazdów. Jeśli przemierzasz półwysep jesienią, to towarzyszą ci głównie cudowne widoki. Ruch samochodowy jest skoncentrowany lokalnie – gęsty w sezonie i na głównych drogach. Poza tym jesteś zasadniczo sam. Rowerowo świetna sytuacja. Jechałem zatem. Męczyłem się potwornie podjeżdżając w słońcu kolejne przełęcze i marzłem na zjazdach tnąc zimne górskie powietrze. Postanowiłem, że pojadę tak długo i tak daleko, jak się tylko będzie dało. Chciałem wykorzystać ten piękny dzień do maksimum – prognozy na kolejny były mieszane. Miałem też po prostu ochotę na jazdę.

Opuściłem Deogyusan niepostrzeżenie. Słońce zaszło, a ja dalej jechałem. Rzeki stały się większe, ale wszędzie wokoło były nieprzerwanie góry. Moja jazda tego dnia dobiegła kresu w Okcheon, po stu parudziesięciu kilometrach. Zjadłem sytą kolację w 7eleven, do snu ułożyłem się w parku w jednej z rozsianych po całej Korei wiat. Wiedziałem, że kolejnego dnia moja wycieczka się zakończy – miałem do Daejeon ledwie parędziesiąt płaskich kilometrów. Niechcący wygospodarowałem sobie moimi długimi jazdami jeden dzień ekstra w stosunku do planu. Odpowiadało mi to. Miałem znowu ochotę na dzień w wielkim mieście, towarzystwo Dong-O, matematykę …

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra