Passo Tremalzo. Od Passo Nota, podobno klasyk MTB. Punkt obowiązkowy wyjazdu nad jezioro Garda. Można na Tremalzo wjechać na szosie, od drugiej strony, ale powiedzmy sobie szczerze – stara szutrowa droga z wykutymi w skale tunelami i widokiem na jezioro jest znacznie bardziej interesująca. Szczególnie zaś po dołożeniu podjazdu z Vesio po zboczach Corna Vecchia oraz zjazdu do Tremosine przez Passo della Crocetta.

W mojej rzeczywistości jazda klasykiem MTB nie oznacza rezygnacji z używania baranków. Oznacza więcej zabawy na szutrówce*. A jak tak, to czemu nie dorzucić jeszcze asfaltu? Jest sporo fajnego asfaltu w okolicy, więc można go sporo dorzucić i, w efekcie, zajechać się podwójnie w pięknych okolicznościach przyrody. Juppi!

Miałem mało czasu na Tremalzo, ledwo jedno popołudnie wyrwane z napiętego grafika konferencji, w której uczestniczyłem. Zrezygnowałem z paru mniej interesujących referatów oraz obiadu i ruszyłem z Gargnano na głodnego, w niemiłosiernym czerwcowym słońcu, w kierunku Vesio. Zabranie tylko jednego bidona z wodą było chyba trochę niepoważne. Wypiłem jednak sporo kawy podczas przedpołudniowej przerwy w referatach, czułem się więc dobrze nawodniony. No i nie jestem triathlonistą, żeby się tym aż tak przejmować.

Do Vesio doprowadziła mnie w dużej mierze asfalowa droga. Potem wkroczyłem do królestwa króla Szutra. Prawdę powiedziawszy trochę za luźno było na opony 36mm, ale jakoś szło. Od czasu do czasu musiałem zejść z roweru i pospacerować. Lubię spacery z rowerem. Pobiegać z rowerem też lubię, ale to przy zupełnie innych okazjach. Początek przyjemnie zacieniony lasem, a później już w słońcu. Cały czas do góry i do góry, po kamieniach, korzeniach, przez tunele. Z małą przerwą na rozmowę z chłopakami od ęduro w okolicach Passo Nota. Nie pasowałem im raczej do krajobrazu z moimi obcisłymi spodniami i nie amortyzowanym rowerem, oj nie.  Takie kultowe trasy MTB, a ja na szutrówce. No, ale co ja poradzę, że mnie się tak podoba.

Po przebyciu ostatniego tunelu, za którym rozpościera się fantastyczny widok na Tremalzo i okolicę, zaległem na dłuższą chwilę w trawie. Coś mi się wydawało, że teraz to już z górki będzie, więc mogłem sobie pozwolić na trochę luzu i pewnie siedziałbym tam jeszcze dłużej, sycąc oczy widokami, gdyby nie pragnienie. Poniżej, dosłownie na wyciągnięcie ręki, było ristorante. Kawa! Piwo! O, jak dobrze. Kawa obudziła mnie i wyostrzyła, a piwo ugasiło pragnienie i rozluźniło.

Z Tremalzo pojechałem szutrowy zjazd życia. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało, chociaż podejrzewam, że w rzeczywistości mógł być to raczej zjazd pijanego bąka. Tak, czy siak dotarłem sprawnie znowu do asfaltów w okolicach Vesio. Bardzo mnie uradowały, bo ręce miałem potwornie wymęczone wibracjami. Sztywny wideł, to sztywny wideł. Za to po asfalcie jechało się jak w bajce. Nagle wszystkie wady mojego roweru stały się jego zaletami. Przez Tremosine, serpentynami, tunelami, wśród samochodów, aż do Gargnano. A w Gargnano gelato i espresso. Mamma mia, kolarstwo jest piękne!

Ujechałem się tego popołudnia potwornie. 80km jazdy z 4000m podjazdu, w 6h. Dobrze, że miałem mało czasu, bo gdybym miał więcej, to zaplanowałbym dłuższą pętlę, a wtedy chyba bym do Gargnano nie wrócił. Ale wróciłem, absolutnie zachwycony trasą i przygodą, którą miałem okazję przeżyć. W okolice Tremalzo jeszcze wrócę!

*szutrówka aka gravel

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra

Destination Lycra